Natalia Sidor: Pierwszy set to bardzo duże fale, wiele emocji, przestoje z naszej strony i ze strony Sosnowca. Może to też dlatego, że to pierwszy mecz, który jest o taką już naprawdę wysoką stawkę. Po pierwszym secie mówimy: dobra, pierwsze koty za płoty, a potem wszedł drugi set i po prostu były jakieś fale błędów. Każdy miał w tym meczu jakieś przestoje, ale świetnie się uzupełniłyśmy dzisiaj na boisku. Wchodziły dziewczyny z ławki i pokazały się świetnie. Można teraz spojrzeć globalnie na to, że rzeczywiście przez ten długi czas jak trenujemy, jak jesteśmy w Pile, to staliśmy się naprawdę drużyną i możemy na siebie liczyć. Jestem bardzo zadowolona. To są takie mecze, że już się nie rozlicza stylu, rozlicza się to czy się wygrało. Bardzo się cieszę, że wygrałyśmy ten mecz i nic innego się dla mnie nie liczy.


Kamila Kobus: Ciężki mecz na pewno, bardzo falowałyśmy naszą grą. Myślę, że na początku nie mogłyśmy złapać takiego rytmu, ale najważniejsze, że w trzecim secie udało nam się przełamać dziewczyny z Sosnowca i 3:1 dla nas, także bardzo się cieszymy. Bardzo mocno liczyłam na to, że uda nam się wygrać trzeci set. Wiadomo ta końcówka to była już tak nerwowa, że w pewnym momencie każdy się zastanowił dwa razy – nie będę ukrywać. Myślę, że to miało duży wpływ na tego czwartego seta. Na pewno dziewczyny z Sosnowca były może troszeczkę podłamane, a my tą swoją dobrą grą cały czas się budowałyśmy.


Alina Bartkowska-Kluza: Pierwszy set na przewagi, trzeci set widzieliśmy jak on przebiegał. Jestem bardzo dumna z całego zespołu, z każdej dziewczyny, która weszła, bo jednak byłyśmy w ciężkiej sytuacji, a potrafiłyśmy z tego wyjść, pozbierać się. Wydaje mi się, że możemy być spokojniejsze, ale nie zmienia to faktu, że pojedziemy do Sosnowca bardzo skupione i zdeterminowane aby skończyć ćwierćfinał w dwóch meczach.


Damian Zemło: Z nieba do piekła i z powrotem do nieba. Myślę, że wielu ludzi zwątpiło, nie zdziwiłbym się jakby część z nas nawet miała wątpliwości, ale tak się gra o medale. To jest naprawdę trochę inne ciśnienie. Jestem dumny, że wytrzymaliśmy to ciśnienie, bo było niesamowicie duże i było niesamowicie ciężko. To nad czym ja myślałem w trzecim secie i to co dziewczyny robiły było fantastyczne. Wszystko na żyletki, ale między geniuszem, a wariatem jest cienka granica. Cieszę się, że stanęliśmy po właściwej stronie tej granicy. Ryzykowałem, bo nie miałem nic do stracenia, ale też nie lubię podejmować nieprzemyślanych decyzji i bardzo kalkulowałem zmiany, które robiliśmy. Jak te cztery zmiany nastąpiły, piłka po piłce zaczeliśmy grać w taki sposób w jaki trenujemy. Bardzo konsekwentnie, a z drugiej strony myślę, że za dziewiątym metrem dziewczyny grały tak odważnie i tak pewnie, że nie miały żadnych wątpliwości, że też stawiają wszystko na jedna kartę i to się nam opłaciło. Duże brawa dla całego zespołu za to, w jaki sposób funkcjonowaliśmy przez całe cztery sety, nawet mimo przegranego tego drugiego. Pojedziemy do Sosnowca zagrać bardziej precyzyjne spotkanie, bo wiemy nawet na gorąco, co funkcjonowało, a co wybiło nas trochę z rytmu. Myślę, że pojedziemy pobudzeni tym zwycięstwem, ale nie dlatego, że ono się wydarzyło, tylko dlatego, że będziemy chcieli sami sobie dokręcić śrubę w kontekście poziomu sportowego.

Inf. Marcin Maziarz/Enea Klub Siatkarski Piła